To cytat z filmu 'Wino truskawkowe'. Akurat w tym tygodniu go oglądaliśmy.
Tydzień złych wiadomości. Żadna z nich nie dotyczy mnie bezpośrednio, a obie rzuciły mną o ścianę. Cóż. Naprawić się nie da. Chciałabym móc zrobić cokolwiek...
Kolejność zdjęć przypadkowa.
A 'Wino truskawkowe' polecam.
piątek, 13 maja 2011
poniedziałek, 9 maja 2011
...
Smutna wiadomość, smutny dzień, to pokażę słoneczniki, które mi się dzisiaj z tym smutkiem kojarzą...
niedziela, 8 maja 2011
Oo! Oo! Ooooo!
Buah. Kliknęłam w całkiem poważnie brzmiący nagłówek na portalu GazWyba, a tam, proszę państwa, taki kwiatek:
No i ryczę ze śmiechu i śpiewam, i w dodatku pamiętam tekst tej chały, którą ostatni raz słyszałam dwadzieścia parę lat temu. A obok Kuba z kamienną twarzą usiłuje robić fuchę i udaje, że ogłuchł.
Litosierdzia! Ja naprawdę słuchałam takiej szmiry?!
A to już znalazłam na własną rękę, Kuba teraz włączył się aktywnie i skrzeczy mi rozpaczliwie w rytm syntezatora. W dodatku używa brzydkich wyrazów :-)
To teraz dla równowagi Stivell:
No i ryczę ze śmiechu i śpiewam, i w dodatku pamiętam tekst tej chały, którą ostatni raz słyszałam dwadzieścia parę lat temu. A obok Kuba z kamienną twarzą usiłuje robić fuchę i udaje, że ogłuchł.
Litosierdzia! Ja naprawdę słuchałam takiej szmiry?!
A to już znalazłam na własną rękę, Kuba teraz włączył się aktywnie i skrzeczy mi rozpaczliwie w rytm syntezatora. W dodatku używa brzydkich wyrazów :-)
To teraz dla równowagi Stivell:
wtorek, 3 maja 2011
Tyneham pachnie czosnkiem...
W ciekawym miejscu byliśmy niedawno na wycieczce.
Zasadniczo wybraliśmy się zwiedzić fragment wybrzeża zwanego Worbarrow Bay, zwieńczonego cyplem Worbarrow Tout. Pięknie tam jest, widoki zapierają dech i w ogóle sympatycznie się chodzi i chętnie rozgląda.
Wycieczka zaczęła się na parkingu, a parking usytuowany jest koło Tyneham. I ni stąd, ni z owąd, przenieśliśmy się w dziwny świat:
Wygląda to całkiem zwyczajnie, prawda? Oto wiejski kościółek w środku:
A to wioseczka, w której stoi:
Szkolny budynek również się ostał, w środku skansen:
(Gaśnica ze względów BHP...)
Ot, wioseczka... Ludzie żyli tu sobie spokojnie do roku 1943, gdy zdecydowano, że są to tereny strategiczne i całą okolicę przekazano wojsku. Wysiedlono wszystkich mieszkańców, obiecano im, że po wojnie będę mogli wrócić, ale oczywiście wojsko położyło na tym ciężką łapę i już nie oddało. Obecnie w okolicy nadal prowadzi się ćwiczenia w strzelaniu z różnych groźnych urządzeń i cały teren jest dostępny tylko wtedy, kiedy wojsko otwiera bramki i ogłasza, że nie strzela. Po prawdzie niemal cały czas.
A okolica piękna jest, chociaż pachnie czosnkiem. Zapach pochodzi stąd:
Oczywiście, Tyneham to tylko fragment wycieczki. Najpierw natrafiliśmy na strategiczny element zaczepno-obronny:
(To najprawdopodobniej wojacy w ubiorach maskujących.)
Potem po podejściu pod strome (ze względów strategicznych) wzgórze poczuliśmy się otoczeni przez strategicznie kłujące krzaki kolcolista i musieliśmy się przedrzeć przez strategicznie rozmieszczone zasieki z drutu kolczastego:
Przecisnęłam się przez to. Kuba też. Serio serio... Przez te widoczne z tyłu przeszłam górą. Nadal w to nie wierzę, i miałam zaledwie kilka ran szarpanych tu i ówdzie.
No a potem to już mieliśmy tylko piękne widoki i przepiękną pogodę, chociaż na zdjęciach wyszło to cokolwiek zamglone. No co ja poradzę...
Ta górka wychodząca w morze to Worbarrow Tout, potem siedzieliśmy na szczycie i pożeraliśmy bułę z pasztetem.
A to już w drodze powrotnej - ruiny Corfe Castle:
Aga B i Mirki jak czytają, to wiedzą ;-)
Zasadniczo wybraliśmy się zwiedzić fragment wybrzeża zwanego Worbarrow Bay, zwieńczonego cyplem Worbarrow Tout. Pięknie tam jest, widoki zapierają dech i w ogóle sympatycznie się chodzi i chętnie rozgląda.
Wycieczka zaczęła się na parkingu, a parking usytuowany jest koło Tyneham. I ni stąd, ni z owąd, przenieśliśmy się w dziwny świat:
Wygląda to całkiem zwyczajnie, prawda? Oto wiejski kościółek w środku:
A to wioseczka, w której stoi:
Szkolny budynek również się ostał, w środku skansen:
(Gaśnica ze względów BHP...)
Ot, wioseczka... Ludzie żyli tu sobie spokojnie do roku 1943, gdy zdecydowano, że są to tereny strategiczne i całą okolicę przekazano wojsku. Wysiedlono wszystkich mieszkańców, obiecano im, że po wojnie będę mogli wrócić, ale oczywiście wojsko położyło na tym ciężką łapę i już nie oddało. Obecnie w okolicy nadal prowadzi się ćwiczenia w strzelaniu z różnych groźnych urządzeń i cały teren jest dostępny tylko wtedy, kiedy wojsko otwiera bramki i ogłasza, że nie strzela. Po prawdzie niemal cały czas.
A okolica piękna jest, chociaż pachnie czosnkiem. Zapach pochodzi stąd:
(Podejrzewam, że to czosnek niedźwiedzi, bo w Wikipedii na rysunku wygląda podobnie.)
Oczywiście, Tyneham to tylko fragment wycieczki. Najpierw natrafiliśmy na strategiczny element zaczepno-obronny:
(To najprawdopodobniej wojacy w ubiorach maskujących.)
Potem po podejściu pod strome (ze względów strategicznych) wzgórze poczuliśmy się otoczeni przez strategicznie kłujące krzaki kolcolista i musieliśmy się przedrzeć przez strategicznie rozmieszczone zasieki z drutu kolczastego:
Przecisnęłam się przez to. Kuba też. Serio serio... Przez te widoczne z tyłu przeszłam górą. Nadal w to nie wierzę, i miałam zaledwie kilka ran szarpanych tu i ówdzie.
No a potem to już mieliśmy tylko piękne widoki i przepiękną pogodę, chociaż na zdjęciach wyszło to cokolwiek zamglone. No co ja poradzę...
Ta górka wychodząca w morze to Worbarrow Tout, potem siedzieliśmy na szczycie i pożeraliśmy bułę z pasztetem.
A to już w drodze powrotnej - ruiny Corfe Castle:
Aga B i Mirki jak czytają, to wiedzą ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































